Agnieszka Pietryja - wiersze Agnieszka Pietryja - wiersze Agnieszka Pietryja - wiersze
 
   
 
 
 
 
 

Wiersze // Pustka

e-mail
 


Zamieszkał ze mną pająk

Przez pierwszy tydzień
patrzyłam na niego nieufnie
Pojawił się nieproszony
zadomowił w mojej łazience
każdego ranka wychodził
na długi spacer po pokoju

Po kilku dniach namysłu
pozwoliłam mu jednak żyć

Powoli uczymy się
swoich małych przyzwyczajeń
Pająk wchodzi do miski
kiedy chcę wziąć prysznic
Nie robię prania
w czasie jego odpoczynku

Czasem razem
oglądamy wieczorem film
i jemy kolację przy świecach

Przestaliśmy być samotni


-------------------------------


Boli mnie moja twarz
uwiera coraz bardziej
Siedząc przed lustrem
dotykam jej palcami
Jest obca
jest zła
Może już niedługo
odważę się
zagłębić w niej paznokcie  
Powoli
ściągnę ją palcami
Szarą - wyrzucę do śmieci
Czekając
aż odrośnie nowa
otulę się włosami


-------------------------------


wiersze, poezja

-------------------------------


Usta nie całowane
schną z samotności
każdego ranka
powoli spada
kolejna sucha warstwa

Czerwień coraz bledsza
cisza coraz głębsza


-------------------------------


Niesione przez wiatr włosy
zaszeleściły i upadły na ziemię,
tuż obok leżących tam oczu
Podmuch z południa podarował
dyskretnie zdziwione usta
Skała wygięła się,
z bólem formując ciało
A kiedy pocałowało mnie niebo
ożyłam
Podniosłam się z lodowatej ziemi
i poszłam
szukając ciepła
Wędrowałam
dalej i dalej,
niestrudzenie wyrywałam przestrzeń
Nieznanemu
I nigdzie nie spotkałam
człowieka
Oszukana
pobiegłam nad przepaść,
spadałam,
rozsypując się w powietrzu
na części
Moje oczy upadły na trawę,
ugiętą pod tysiącem
włosów ust i oczu
Ale już nie widziały


-------------------------------


Nie ufaj kobietom
w czerwonych sukienkach
Przykrywają kolorem
bezmiar samotności
Rzucają wyzwanie
błahemu życiu
Każdej nocy płaczą


-------------------------------


wiersze, poezja

-------------------------------


Moja nocna koszulka
jest coraz luźniejsza
a łóżko jakby większe
Czasem wydaje mi się
że powoli znikam
zapadam się w przestrzeń

Kształt ciała kreślą inne dłonie
Drugie usta wargom dodają słodkości
Cztery ściany domu cztery ręce tworzą
Połowa świata tęskni do całości


-------------------------------


Stoję z pochyloną głową
sceny wolno mnie mijają
starannie obchodzą bokiem

Mówię niewyraźnie
Potykam się o fakty
O związkach czasem myślę

Jestem tylko
obcobrzmiącym głosem
w słuchawce
 
-------------------------------


Poruszamy się naszymi drogami
samotni
Ja, która kochałam Ciebie
Ty, który kochałeś ją
Ona, która nie kochała

Spotkaliśmy się nie wtedy
nie we właściwym czasie
nie tak jak trzeba
zbyt szybko i za wcześnie

Gwiazdy nie pojawiły się we właściwym miejscu
nie zawiał pomyślny wiatr
wszystko poszło nie tak


-------------------------------
Przestrzeń życiowa:
wolność myśli,
głębia możliwości,
nieprzerwany strumień osiągnięć

Tereny jeszcze nie odkryte
miasta nie odwiedzone
drogi które ciągle przed nami
Wszystko, co może się zdarzyć

Bezkresny przedmiot westchnień,
usprawiedliwień, żądań, kłótni,
rozmów o trzeciej w nocy,
argument nie do obalenia

Przestrzeń ma to do siebie
że rozwija się bez przeszkód
w obojętny bezmiar

W pewną bezsenną noc
albo w słoneczny ranek
uderzy z całą mocą
bez tej jednej osoby obok

-------------------------------




Naga poraniona Wenus

Katastrofy mijają
uciszają się wichury uczuć
po sztormie przychodzi czas ciszy

Byle tylko przetrwać
wtedy gdy woda do oczu się wciska
i ciągły jęk szamoce się w uszach

Uczepić się wtedy siebie
z całej siły
jak rozbitek
by w końcu wyjść na brzeg

Naga poraniona Wenus
 


Pięćdziesiąty szósty raz próbuję
opisać twarz mojej samotności
Badam grymas ust
zmrużenie oczu, drgnienie brwi

opisane
zrozumiane
zapomniane


-------------------------------


Miłość z rozsądku
- dwie samotności
połączone ustami


-------------------------------


Niekochana
Jestem połową
Nie-kobietą

Każdego dnia
drżąca
wzywam moją zmysłowość

Odeszła

Nie wraca

Każdego ranka
zakładam więc kostium kobiecości   
Sukienką
krągłość kształtów przywracam
Szminką
dokładnie nakreślam kontur ust
Potem zrzucam szczotką
grubą warstwę kurzu z włosów

Przebrana
wychodzę na ulicę

Gram kobietę
Może uwierzą
Może uwierzę


-------------------------------


wiersze, poezja

-------------------------------


Obudzona nagle
ostatniej nocy
przyłapałam na wędrówce
parę moich pończoch
W butach
na wysokich obcasach
usiadły lekko
przed lustrem w sypialni
I obrót
i zgięcie
koronki wygięcie
czarujące założenie nóg

Rano znalazłam je samotne
w zagłębieniu moich dłoni


-------------------------------


Promienie słońca
bawią się moimi włosami
Światło księżyca odbija się
w tafli gładkiej skóry
Tańczą iskry z każdym ruchem
białych szczupłych dłoni

I tylko w samotnych oczach
nie można znaleźć
odrobiny ciepłego blasku


-------------------------------


Głos zamarł w pół słowa
w uszach narastał jęk
Bladły nieba kolory
znikał ostatni dźwięk

Za miłość zmarnowaną
surową będzie karą
siedem chudych lat


-------------------------------
Dopada mnie bezkształtność
dni, wrażeń i przedmiotów
Godziny przepływają
nie wiadomo gdzie
na nie wiadomo czym
Przedmiotom brakuje
właściwego miejsca
ściany przesuwają się jak chcą

Bez Ciebie świat się rozmazuje
i traci właściwy kształt
gubi się gdzieś porządek
inaczej płynie czas
Niestaranność rzeczy
unieważnia świat



-------------------------------


Brak przejawia się
w małych rzeczach
pojedynczo nieistotnych

Lustro, które spadło
ciągle stoi oparte o ścianę
czeka na naprawę
już prawie od miesiąca
W doniczce na balkonie
rosną chwasty
Wydłuża się czas pobytu
kubków po kawie
w kuchennym zlewozmywaku

Zauważyłam, że zaczęły mi
drętwieć opuszki palców
są mniej czułe
chłodniejsze

Zapominają o dotyku


-------------------------------
Kiedy ona odejdzie
to tak jakby ktoś
jednym szarpnięciem wyrwał Ci
drogę spod stóp

Będziesz jakoś szedł
choć niejasny cel
lecz nie będziesz biegł
do swych marzeń

Jeśli jego zabraknie
to tak jakby ktoś
jednym ruchem ściągnął
wszystkie kolory świata

Będziesz wszystko mieć
ponad miarę wręcz
lecz nie będziesz chcieć
żyć bez marzeń

  do góry  
« wsteczdalej »
 
 
Ma de by BLUEBELL