Agnieszka Pietryja - wiersze Agnieszka Pietryja - wiersze Agnieszka Pietryja - wiersze
 
   
 
 
 
 
 

Wiersze // Inne

e-mail
 

Historia świata

Na początku była Cisza, a z Ciszy narodził się Dźwięk.

Pojedyncze tony wdarły się w przestrzeń, płynąc coraz dalej i dalej, docierając w najgłębsze strefy ciemności. Powstawały fascynujące konstelacje wibrujących nut, swoje życie rozpoczynały melodyjne Akordy poprzetykane gdzie niegdzie demonicznymi Dysonansami.

Dźwięki zbliżały się do siebie, łączyły i po pewnym czasie stało się coś, co zmieniło rzeczywistość, wprowadziło nowe wymiary, rozjaśniło mroki światów - popłynęła Muzyka.

Dzięki niej narodziło się życie, dzięki niej ptaki nauczyły się wzlatywać ku słońcu a ziemia rozbrzmiewała tysiącem rytmów Piękna.

Minęło wiele gwiazd do chwili, kiedy istoty obdarzone inteligencją rozpoczęły odnajdywać Muzykę wokół siebie.
A wtedy zrozumiały, czym jest Światło i Szczęście, Nadzieja i Miłość, Piękno i Przestrzeń. Wtedy życie stało się oczywiste. A wszystkie gwiazdy rozbłysły jaśniej.





-------------------------------------------------------------

 
 


We mnie nic
tylko skóra
koniuszki nerwów
wbijają się głęboko
w gęstą ciemność
Siedzę
i nikt nie wie
że w środku nie
serce i krew i płuca
tylko ta
ściśnięta czerń
tętniąca zbita przestrzeń

I tak chodzę
z kosmosem w środku
a czasami czuję
że go za dużo
przewraca się
kotłuje
wybrzusza skórę

Gdyby nie wytrzymała
i pękła
sprężona przestrzeń
wśród huku eksplozji
wyrwałaby się do góry
i wtedy powstałby
zupełnie nowy
wszechświat


-------------------------------


W moim pokoju
pojawia się
coraz więcej aniołów

Pierwszy
zajął miejsce nad łóżkiem
by swobodnie dbać o
pozytywne rozpatrzenie
spraw sercowych

Drugiego
przyniósł mi przyjaciel
Miał przyganiać szczęście
przez cały następny rok

Trzeci
wystawiony na sprzedaż
uśmiechał się znacząco
pewnego szarego dnia

Moje trzy anioły
w stanie głębokiej przyjaźni
schodzą co wieczór
do najbliższego baru

Zaniedbując obowiązki


-------------------------------


wiersze, poezja

-------------------------------


Stoję na Twojej dłoni
patrzę na tkankę dachów
w dole miasto w szale nocy
wybrzusza się
pulsuje
wzrasta

Tłoczą ruch ulice
i w oknach skrzą się światła
za każdym światłem człowiek
Stoję na dachu świata
życie toczy się w dole


-------------------------------


Pod cienką warstwą mojej skóry
coraz wyraźniej prześwieca
konstrukcja żył i tętnic
Błękitni zdrajcy równą kreską
wskazują szlak tajemny

Wszystkie drogi
prowadzą do serca

Wystarczy objąć dłonią
Szarpnąć


-------------------------------


Lato. Połowa lipca
Ulice w mieście
przygniatają wydychanym żarem
kurz ciężko osiada na stopach

Otwieram szeroko dłonie
i twarzą szukam słońca
Zachłannie
W pośpiechu

Te letnie wyprzedaże
i pierwsze kruche liście
ulotny zapach lęku
mrocznego przeczucia

Coś się właśnie kończy
choć wcale się nie zaczęło


-------------------------------


Miasto mgłą się okryło
uciekło przed wzrokiem przechodniów
w ciężki mroczny bezmiar

Widzę tylko rzeczy najbliższe
sąsiednie drzewo
dwa przęsła mostu
rozjaśnione lampą okno

Nie ma nic nade mną
nie widać gwiazd
żadnego blasku

Nie ma głębi rzeki w dole
pustej przestrzeni
ciemnego strachu

Jest tylko Tutaj
jest tylko Teraz
odwieczne Zawsze

I tylko nocą na rynku
wąską jasną ścieżką
przejdę z Sukiennic
po blasku reflektora
prosto na Wieżę Mariacką


-------------------------------


Ballada o bezdomnych aniołach

Po ulicach krążą
bezdomne anioły
Nie patrzą na bok
nie fruną do góry
Niepotrzebne
Całkiem zapomniane
w kalejdoskopie przyjemnych wrażeń

Po co ludziom anioły
kiedy mogą zrobić wszystko
kimkolwiek chcą się stać
podjąć każde wyzwanie
z własnych słabości się śmiać

Anioły o pustych oczach
poruszają się powoli
jednostajne snują dni
Czasem lekko odwracają głowę
i unoszą się do góry
zasłuchane w prostą melodię
życzeń szczęścia usłyszanych od
całkiem obcej w tramwaju osoby
Zadziwione ciepłym gestem
wyciągniętej do kogoś
potrzebującego dłoni

Aniołom trudno poruszać się
w przypadkowym tłumie
Szeptać dobre słowa
w huraganie miasta
Jak mamy dostrzec gwiezdny blask
gdy zaraz obok migają światła
uwierzyć w pomoc cichej istoty
gdy na wyciągnięcie ręki
wolno płynie cały świat

Zobacz - na rogu ulicy stoi
człowiek ze skrzydłami pod pachą
człowiek, który stojąc śni

Zgubiłam swojego anioła
i teraz trudno mi zasnąć
Każdej nocy tulę się do ściany
a obok łóżka gromadzą się wilki
Nocą samotność uderza najmocniej

Czasem na ulicy zwalniam
i zaglądam ludziom w oczy
szukając skrawków nieba
Może w cieniu dłoni
mojego dobrego anioła
znalazłabym zapomniany spokój
Może umiałabym odkryć
własne miejsce
w gęstniejącym mroku


Miejsca z których odeszły anioły


Są takie miejsca w mieście
- miejsca z których odeszły anioły
zaułki ciszy, domy bez duszy

Tam ściany przewrócone, drzwi wyrwane,
okna zamurowane
Kopce gruzu zamiast stosu marzeń

Zaglądam takim miejscom w oczy
Tyle kiedyś kryły zdarzeń,
tyle radości, wzruszeń, rozpaczy
ktoś krzyczał coś, ktoś szeptał
śmiech i płacz biegły korytarzami
A teraz cisza kruszy porzucone ściany

Dokąd odchodzą anioły
gdy ich miejsca umierają,
w którą idą stronę,
jaki cel przed sobą mają?

Anioły z połamanymi skrzydłami
skulonymi ramionami

Czy wymykają się po cichu nocą
omijając skrzypiące podłogi
chyłkiem, zawstydzone
że ich miejsce powoli umiera?

A może stoją obok, przysypane liśćmi,
z pajęczyną między włosami
schnąc i krusząc się - jak tynk
opadający płatami ze ściany
Na wpół umarłe, nieme, zbolałe

Co dzieje się z taki aniołami?



 
 


Powiew wiosny przyniósł
małą zabłąkaną nutę
Zawisła nad moją głową
niepewna
nastroszona
zmarznięta
A potem
niespodziewanie wybuchła
dawno zapomnianym
śmiechem


-------------------------------


wiersze, poezja

-------------------------------


Jestem z tych kobiet
które czekają
Stoją obok
na odległość ręki
nie patrząc w kalendarz
- trwają

Jestem z tych kobiet
które są wszystkim
Pełne światła
świata spragnione
z miłością
- w wyciągniętej dłoni

Jestem z tych kobiet
które odchodzą
Cicho
na palcach
z ulotnym wdziękiem
nie chcąc obudzić
ostatnich jęków
namiętności


-------------------------------


Zawód poety
jest zawodem
niebezpiecznym

Poeta nigdy nie wie
kiedy muza
skoczy mu na plecy
i w głowę zacznie walić

Poetę prosto w oczy
obrazy ciągle dźgają
Nie może przejść spokojnie
obok drżącego liścia

I myśli nieustannie
jak ująć w proste słowa
kobietę, co zmoknięta
raz w kącie baru tkwiła
a później był w tym kącie
zupełnie mokry gołąb

W tramwaju nagle czuje
że wiersz mu serce ściska
lecz zginął gdzieś długopis
i kartki żadnej nie ma
poza tym ludzie zaraz
dziwnie będą patrzeć

Poetę rzeczywistość
co rana kopie w kostkę
Nie daje mu spokoju
nawet na spacerze

A gdy już obolały
kładzie się do łóżka
noc ciągnie go za włosy
i myśli każe składać
choć on by chciał spokojnie
po prostu sobie zasnąć


-------------------------------


Kobieta -
kawałek nieba
który spadł na ziemię
zostawiony na
wyciągnięcie ręki


-------------------------------


wiersze, poezja

-------------------------------


Słowa odchodzą
w zamieszaniu codzienności
w huku spraw do załatwienia
szeleście rozsypanych doznań

Ciągle gubię znane wyrazy
czuję w sobie coraz cięższą ciszę
i przestrzeń nieskończoną
głuchy łoskot upływającego czasu

Próbuję ratować strzępki rozmów
przywiązać sznurkiem słowa
by nie rozprysły się znienacka
w drgający bełkot wrzasku

Coraz oszczędniejsza w ruchach
lżejsza o kolejne słowa
zapadam się powoli
w głąb cichego wnętrza


-------------------------------
W mieście chodniki wygięte
jakby właśnie chciały
zrzucić z siebie przechodniów
zbyt wielki balast

Mijam na ulicy twarze
kształty których nawet
wzrokiem nie dotykam
zderzam się z zapachem

Chyłkiem przemykają
światy
przestrzelone słowem
upadłe
jęczące
niepewne

Miasto cierpliwie nosi
ciężar naszych złudzeń
odegranych scen
niewypowiedzianych zdań
poranionych serc

Czasem krzyczy

Sczytaj zapiski z ulic
obierz właściwy kierunek

-------------------------------


Im wyżej wzlecisz
tym dłużej będziesz spadać
W górze przecież
najpiękniejsze są widoki


-------------------------------
Grafiki z cyklu
"Miasto bez aniołów":














-------------------------------




Chronię się
Tak, mocno chronię się
Żebyś nie zranił mnie
żebyś nie dotknął mnie

Bronię się
Tak, mocno bronię się
Żebyś nie kochał mnie
żebyś nie wybrał mnie



  do góry  
« wsteczdalej »
 
 
Ma de by BLUEBELL