| |
|
| |
|
Wiersze // Inne
|
e-mail
|
|
| |
Historia świata
Na początku była Cisza, a z Ciszy narodził się Dźwięk.
Pojedyncze tony wdarły się w przestrzeń, płynąc coraz dalej i dalej, docierając w najgłębsze strefy ciemności. Powstawały fascynujące konstelacje wibrujących nut, swoje życie rozpoczynały melodyjne Akordy poprzetykane gdzie niegdzie demonicznymi Dysonansami.
Dźwięki zbliżały się do siebie, łączyły i po pewnym czasie stało się coś, co zmieniło rzeczywistość, wprowadziło nowe wymiary, rozjaśniło mroki światów - popłynęła Muzyka.
Dzięki niej narodziło się życie, dzięki niej ptaki nauczyły się wzlatywać ku słońcu a ziemia rozbrzmiewała tysiącem rytmów Piękna.
Minęło wiele gwiazd do chwili, kiedy istoty obdarzone inteligencją rozpoczęły odnajdywać Muzykę wokół siebie.
A wtedy zrozumiały, czym jest Światło i Szczęście, Nadzieja i Miłość, Piękno i Przestrzeń. Wtedy życie stało się oczywiste. A wszystkie gwiazdy rozbłysły jaśniej.
-------------------------------------------------------------
|
|
|
|
We mnie nic
tylko skóra
koniuszki nerwów
wbijają się głęboko
w gęstą ciemność
Siedzę
i nikt nie wie
że w środku nie
serce i krew i płuca
tylko ta
ściśnięta czerń
tętniąca zbita przestrzeń
I tak chodzę
z kosmosem w środku
a czasami czuję
że go za dużo
przewraca się
kotłuje
wybrzusza skórę
Gdyby nie wytrzymała
i pękła
sprężona przestrzeń
wśród huku eksplozji
wyrwałaby się do góry
i wtedy powstałby
zupełnie nowy
wszechświat
|
| -------------------------------
|
W moim pokoju
pojawia się
coraz więcej aniołów
Pierwszy
zajął miejsce nad łóżkiem
by swobodnie dbać o
pozytywne rozpatrzenie
spraw sercowych
Drugiego
przyniósł mi przyjaciel
Miał przyganiać szczęście
przez cały następny rok
Trzeci
wystawiony na sprzedaż
uśmiechał się znacząco
pewnego szarego dnia
Moje trzy anioły
w stanie głębokiej przyjaźni
schodzą co wieczór
do najbliższego baru
Zaniedbując obowiązki
|
| -------------------------------
|
|
| -------------------------------
|
Stoję na Twojej dłoni
patrzę na tkankę dachów
w dole miasto w szale nocy
wybrzusza się
pulsuje
wzrasta
Tłoczą ruch ulice
i w oknach skrzą się światła
za każdym światłem człowiek
Stoję na dachu świata
życie toczy się w dole
|
| -------------------------------
|
Pod cienką warstwą mojej skóry
coraz wyraźniej prześwieca
konstrukcja żył i tętnic
Błękitni zdrajcy równą kreską
wskazują szlak tajemny
Wszystkie drogi
prowadzą do serca
Wystarczy objąć dłonią
Szarpnąć
|
| -------------------------------
|
Lato. Połowa lipca
Ulice w mieście
przygniatają wydychanym żarem
kurz ciężko osiada na stopach
Otwieram szeroko dłonie
i twarzą szukam słońca
Zachłannie
W pośpiechu
Te letnie wyprzedaże
i pierwsze kruche liście
ulotny zapach lęku
mrocznego przeczucia
Coś się właśnie kończy
choć wcale się nie zaczęło
|
| -------------------------------
|
Miasto mgłą się okryło
uciekło przed wzrokiem przechodniów
w ciężki mroczny bezmiar
Widzę tylko rzeczy najbliższe
sąsiednie drzewo
dwa przęsła mostu
rozjaśnione lampą okno
Nie ma nic nade mną
nie widać gwiazd
żadnego blasku
Nie ma głębi rzeki w dole
pustej przestrzeni
ciemnego strachu
Jest tylko Tutaj
jest tylko Teraz
odwieczne Zawsze
I tylko nocą na rynku
wąską jasną ścieżką
przejdę z Sukiennic
po blasku reflektora
prosto na Wieżę Mariacką
|
| -------------------------------
|
Ballada o bezdomnych aniołach
Po ulicach krążą
bezdomne anioły
Nie patrzą na bok
nie fruną do góry
Niepotrzebne
Całkiem zapomniane
w kalejdoskopie przyjemnych wrażeń
Po co ludziom anioły
kiedy mogą zrobić wszystko
kimkolwiek chcą się stać
podjąć każde wyzwanie
z własnych słabości się śmiać
Anioły o pustych oczach
poruszają się powoli
jednostajne snują dni
Czasem lekko odwracają głowę
i unoszą się do góry
zasłuchane w prostą melodię
życzeń szczęścia usłyszanych od
całkiem obcej w tramwaju osoby
Zadziwione ciepłym gestem
wyciągniętej do kogoś
potrzebującego dłoni
Aniołom trudno poruszać się
w przypadkowym tłumie
Szeptać dobre słowa
w huraganie miasta
Jak mamy dostrzec gwiezdny blask
gdy zaraz obok migają światła
uwierzyć w pomoc cichej istoty
gdy na wyciągnięcie ręki
wolno płynie cały świat
Zobacz - na rogu ulicy stoi
człowiek ze skrzydłami pod pachą
człowiek, który stojąc śni
Zgubiłam swojego anioła
i teraz trudno mi zasnąć
Każdej nocy tulę się do ściany
a obok łóżka gromadzą się wilki
Nocą samotność uderza najmocniej
Czasem na ulicy zwalniam
i zaglądam ludziom w oczy
szukając skrawków nieba
Może w cieniu dłoni
mojego dobrego anioła
znalazłabym zapomniany spokój
Może umiałabym odkryć
własne miejsce
w gęstniejącym mroku
|
Miejsca z których odeszły anioły
Są takie miejsca w mieście
- miejsca z których odeszły anioły
zaułki ciszy, domy bez duszy
Tam ściany przewrócone, drzwi wyrwane,
okna zamurowane
Kopce gruzu zamiast stosu marzeń
Zaglądam takim miejscom w oczy
Tyle kiedyś kryły zdarzeń,
tyle radości, wzruszeń, rozpaczy
ktoś krzyczał coś, ktoś szeptał
śmiech i płacz biegły korytarzami
A teraz cisza kruszy porzucone ściany
Dokąd odchodzą anioły
gdy ich miejsca umierają,
w którą idą stronę,
jaki cel przed sobą mają?
Anioły z połamanymi skrzydłami
skulonymi ramionami
Czy wymykają się po cichu nocą
omijając skrzypiące podłogi
chyłkiem, zawstydzone
że ich miejsce powoli umiera?
A może stoją obok, przysypane liśćmi,
z pajęczyną między włosami
schnąc i krusząc się - jak tynk
opadający płatami ze ściany
Na wpół umarłe, nieme, zbolałe
Co dzieje się z taki aniołami?
|
| |
|
|
|
Powiew wiosny przyniósł
małą zabłąkaną nutę
Zawisła nad moją głową
niepewna
nastroszona
zmarznięta
A potem
niespodziewanie wybuchła
dawno zapomnianym
śmiechem
|
| -------------------------------
|
|
| -------------------------------
|
Jestem z tych kobiet
które czekają
Stoją obok
na odległość ręki
nie patrząc w kalendarz
- trwają
Jestem z tych kobiet
które są wszystkim
Pełne światła
świata spragnione
z miłością
- w wyciągniętej dłoni
Jestem z tych kobiet
które odchodzą
Cicho
na palcach
z ulotnym wdziękiem
nie chcąc obudzić
ostatnich jęków
namiętności
|
| -------------------------------
|
Zawód poety
jest zawodem
niebezpiecznym
Poeta nigdy nie wie
kiedy muza
skoczy mu na plecy
i w głowę zacznie walić
Poetę prosto w oczy
obrazy ciągle dźgają
Nie może przejść spokojnie
obok drżącego liścia
I myśli nieustannie
jak ująć w proste słowa
kobietę, co zmoknięta
raz w kącie baru tkwiła
a później był w tym kącie
zupełnie mokry gołąb
W tramwaju nagle czuje
że wiersz mu serce ściska
lecz zginął gdzieś długopis
i kartki żadnej nie ma
poza tym ludzie zaraz
dziwnie będą patrzeć
Poetę rzeczywistość
co rana kopie w kostkę
Nie daje mu spokoju
nawet na spacerze
A gdy już obolały
kładzie się do łóżka
noc ciągnie go za włosy
i myśli każe składać
choć on by chciał spokojnie
po prostu sobie zasnąć
|
| -------------------------------
|
Kobieta -
kawałek nieba
który spadł na ziemię
zostawiony na
wyciągnięcie ręki
|
| -------------------------------
|

|
| -------------------------------
|
Słowa odchodzą
w zamieszaniu codzienności
w huku spraw do załatwienia
szeleście rozsypanych doznań
Ciągle gubię znane wyrazy
czuję w sobie coraz cięższą ciszę
i przestrzeń nieskończoną
głuchy łoskot upływającego czasu
Próbuję ratować strzępki rozmów
przywiązać sznurkiem słowa
by nie rozprysły się znienacka
w drgający bełkot wrzasku
Coraz oszczędniejsza w ruchach
lżejsza o kolejne słowa
zapadam się powoli
w głąb cichego wnętrza
|
| -------------------------------
|
W mieście chodniki wygięte
jakby właśnie chciały
zrzucić z siebie przechodniów
zbyt wielki balast
Mijam na ulicy twarze
kształty których nawet
wzrokiem nie dotykam
zderzam się z zapachem
Chyłkiem
przemykają
światy
przestrzelone słowem
upadłe
jęczące
niepewne
Miasto cierpliwie nosi
ciężar naszych złudzeń
odegranych scen
niewypowiedzianych zdań
poranionych serc
Czasem krzyczy
Sczytaj zapiski z ulic
obierz właściwy kierunek
|
| -------------------------------
|
Im wyżej wzlecisz
tym dłużej będziesz spadać
W górze przecież
najpiękniejsze są widoki
|
| -------------------------------
|
Grafiki z cyklu
"Miasto bez aniołów":




|
| -------------------------------
|
Chronię się
Tak, mocno chronię się
Żebyś nie zranił mnie
żebyś nie dotknął mnie
Bronię się
Tak, mocno bronię się
Żebyś nie kochał mnie
żebyś nie wybrał mnie
|
|
|
|
|
|
|